KASISI – Pół wieku na misjach – postać o. Franciszka Wody SJ (1926-2016)

Ojciec Franciszek Woda SJ odszedł do Pana 19 grudnia 2016 w Chula House (Lusaka) w 91 roku życia i 67 powołania zakonnego. Jego pogrzeb odbył się 21 grudnia tegoż roku o godz. 10.00 w Kasisi. Koncelebrowanej Mszy św. pogrzebowej w kaplicy nowicjackiej przewodniczył o. Charlie Searson SJ. Do Mszy św. pogrzebowej wybrał czytania z Iz 43, 1-4 i J 21, 15-19. Nawiązał do nich w kazaniu. We Mszy św. uczestniczyły osoby duchowne oraz świeccy. Wielu z nich było uczniami o. F. Wody. Jednym z nich był o. Charlie Searson, który był jego uczniem w Belvedere College w Dublinie. O. Charlie podkreślił w homilii pewne cechy charakteru o. Franciszka oraz poprosił o świadectwa osób, które znały Zmarłego. Wszyscy podkreślali, że o. Woda był zawsze chętny do współpracy i miał na uwadze wzrost drugiego człowieka. Odznaczał się wspaniałą osobowością. Wymagał zarówno od siebie, jak i od swoich uczniów.

Franciszek Woda urodził się w rodzinie Franciszka i Salomei z d. Filipowskiej 28 II 1926 roku w Mokrzyskach, w parafii Szczepanów k. Brzeska, z której wywodzi się św. Stanisław biskup i męczennik. Po ukończeniu szkoły powszechnej, we wrześniu 1938 roku rozpoczął naukę w Liceum im. Józefa Piłsudskiego w Brzesku, którą musiał przerwać z powodu wybuchu II wojny światowej 1 września 1939 roku. Do 31 stycznia 1943 roku przebywał w domu rodzinnym i pracował na roli.

31 stycznia 1943 roku, jako 17-latek, stawił się na polecenie hitlerowskich władz okupacyjnych na stacji kolejowej w Brzesku i został wywieziony na roboty przymusowe do Niemiec. Po przybyciu do Bonn, miejscowy urząd pracy skierował go do wioski Niederbachem w Nadrenii (ok. 20 km od Bonn, w linii prostej 3 km na zachód od Renu), gdzie trafił do pracy w gospodarstwie rolnym małżeństwa w średnim wieku Elizabeth i Klemensa Geodelsów. Geodelsowie byli katolikami. Mieli syna Josepha i trzy córki. Syn był w wojsku, w 6. Armii Polowej gen. Friedricha von Paulusa i walczył pod Stalingradem. Kiedy o. Woda przybył do Niederbachem, bitwa o Stalingrad była już rozstrzygnięta, bo Niemcy ogłosili kapitulację 2 lutego 1943 roku. Rodzina Geodelsów otrzymała zawiadomienie, że ich syn Joseph „zaginął w walce”.

Niemiecka rodzina traktowała F. Wodę bardzo dobrze. Miał swój pokój i łóżko z ciepłą pierzyną. Rodzina zapewniała mu wikt i opierunek. Na święta dostawał bieliznę albo ubranie. Jadł to samo, co oni, przy jednym stole, choć – jak się później dowiedział – było to zabronione i gospodarzom groziła za to kara. Rasa panów nie mogła siedzieć przy jednym stole z podludźmi. Nie mógł też razem z Niemcami chodzić do kościoła. Raz w miesiącu była Msza św. dla przymusowych robotników. Za złamanie tego zakazu groziła kara siedmiu dni obozu. Pewnego razu przybył na kontrolę do domu gospodarzy oficer SS von Braun. Polecił właścicielowi gospodarstwa, aby stosownie do rozporządzenia władz hitlerowskich, dał Polakowi osobne miejsce na posiłki. Rodzina obeszła rozporządzenie przyznając mu stoliczek przy drzwiach. O. Woda odebrał życzliwość niemieckiej rodziny jako wyraz miłości Boga.

7 marca 1945 roku Niederbachem zostało wyzwolone przez wojska amerykańskie. O. Woda nie opuścił wioski i życzliwej mu niemieckiej rodziny. Dalej pracował na ich gospodarstwie i korzystał z jej gościnności do 15 listopada 1945 roku. Wojenna znajomość z niemiecką rodziną przerodziła się w trwałą przyjaźń. Utrzymywał z nią kontakty. Ostatni raz był u nich w 1965 roku. Pan Klemens już nie żył. Spotkał tylko panią Elizabeth. W wywiadzie z 2013 roku do „Życia Duchowego” mówił: „Bardzo dobrze ją wspominam. Miałem naprawdę wiele szczęścia, że trafiłem w Niemczech do rodziny Geodelsów”.

Po zakończeniu II wojny światowej myślał już o powołaniu kapłańskim i chciał przede wszystkim skończyć szkołę średnią, a taka była właśnie w obozie przejściowym zorganizowanym przez Amerykanów jakieś 10-15 km od Niederbachem. Rodzina Geodelsów ofiarowała mu wsparcie finansowe w nauce, ale on wybrał pomoc United Nations Rehabilitation Resettlement Association i załatwił sobie miejsce w obozach dla przesiedleńców i uchodźców w różnych częściach Niemiec. Nie powrócił do Polski, ale podjął decyzję o kontynuowaniu nauki w Niemczech. Od 15 listopada 1945 roku uczył się kolejno w Kolonii-Mülheim, Knechtsteden i Lippstadt (Nadrenia Północna-Westfalia). W Lippstadt ukończył liceum matematyczno-fizyczne i tam 16 czerwca 1948 roku zdał egzamin maturalny. Była to matura w klasie matematyczno-fizycznej z łaciną nadobowiązkową. Potem od września 1948 do czerwca 1949 roku uczęszczał do jednorocznej szkoły radiotechnicznej w Lippstadt. Wtedy zrodziła się jego wielka pasja. Przez całe życie był zapalonym radioamatorem i krótkofalowcem. Następnie dalej przebywał w obozie w Lippstadt i uczył się prywatnie. W tym czasie utrzymywał przez Czerwony Krzyż kontakt z rodzicami w Polsce.

Podczas nauki w Niemczech o. Woda czytał chętnie czasopisma religijne. Swoje powołanie zakonne przypisał lekturze „Posłańca Serca Jezusowego”. Napisał list do jezuitów z prośbą o przyjęcie do zakonu. Jego podanie zostało odesłane do Rzymu. Następnie przeszedł egzamin przed czterema ojcami jezuitami. Proponowano mu, by starał się o przyjęcie do nowicjatu w Niemczech, ale on pomyślał, że język niemiecki już zna, więc jak pojedzie do Włoch, to nauczy się włoskiego. Jezuici przystali na jego propozycję i wysłali go do nowicjatu w Galloro w Prowincji Rzymskiej.

2 lutego 1950 roku opuścił Niemcy i wyjechał do Włoch. Wstąpił do Towarzystwa Jezusowego 4 lutego 1950 roku w Galloro k. Rzymu i tam rozpoczął nowicjat. We wrześniu 1951 roku został przeniesiony do kolegium w Cuneo, w którym mieściło się Seminario Missioni Estere S. Tommaso. W Cuneo pogłębiał znajomość języka łacińskiego oraz studiował język grecki. Na zakończenie dwuletniego nowicjatu, 5 lutego 1952 roku w Cuneo, przed rektorem kolegium o. Enrico Trabucchim złożył pierwsze śluby w Towarzystwie Jezusowym.

Następnie podjął studia filozoficzne na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie (1952-1955). W Wiecznym Mieście spotkał się z jezuitami polskimi, m.in. z o. Antonim Mrukiem i o. Pawłem Siwkiem, którzy zasiali w nim ideę udania się na misję do Rodezji Północnej (Zambia). Spotkał się także z o. bpem Adamem Kozłowieckim SJ, który zachęcił go do wyjazdu na misje do Rodezji Północnej. Przed wyjazdem do Afryki przez pięć miesięcy uczył się języka angielskiego na Malcie.

W 1956 roku jako kleryk wyjechał na misje w Rodezji Północnej, która była wówczas kolonią angielską. Podczas dwuletniej magisterki w Katondwe i Kasisi zajmował się nauczaniem (1956-1957). W Katondwe uczył się także miejscowego języka Nyanja. Od pierwszej chwili ukochał ziemię afrykańską i jej mieszkańców. Tej miłości, która trwała 60 lat, pozostał wierny do końca.

W latach 1957-1960 studiował matematykę, fizykę i chemię na Uniwersytecie w Dublinie w Irlandii. Na uniwersytet codziennie dojeżdżał rowerem (6 km w jedną stronę) razem z irlandzkimi scholastykami, którzy pomagali mu w nauce. Za pośrednictwem o. prowincjała Celestyna Szawana, otrzymywał z Polski podręczniki z matematyki i fizyki, które służyły mu wydatną pomocą w studiach. Studia w Dublinie ukończył ze stopniem bakałarza nauk matematyczno-fizycznych (Bachelor of Science).

Podczas studiów nie zapominał o misji w Rodezji Północnej. W liście z 3 sierpnia 1958 roku z Dublina zapewnił o. prowincjała C. Szawana: „Ja dalej wkuwam Czi Niandżia, czytając gazetę «The African», którą otrzymuję co 2 tygodnie. Jest drukowana w tym języku i wydawana przez Ojców Białych w Nyasaland. Mam też kilka książek w tym języku”. W 1958 roku spotkał się w Dublinie z ks. biskupem Adamem Kozłowieckim, który nadaremnie prosił prowincjała Prowincji Irlandzkiej o jednego misjonarza do Rodezji Północnej. Zetknął się także z o. Ludwikiem Semkowskim SJ, rektorem Papieskiego Kolegium Polskiego w Rzymie, który jechał na kongres biblijny do Brukseli.

Po ukończeniu studiów na uniwersytecie uczył w naszym prestiżowym Belvedere College w Dublinie (1960-1962), którego sławnym uczniem był James Joyce. Równocześnie w roku szkolnym 1960/1961 uczęszczał na kurs nauczycielski, który ukończył z odznaczeniem. Dzięki kursowi uzyskał przydatny mu w pracy dyplom nauczycielski (Higher Diploma in Education).

W latach 1962-1966 studiował teologię w Milltown Park w Dublinie (The Milltown Institute of Theology and Philosophy). W czasie studiów teologicznych zauważył, że bardziej niż do teologii, jego dusza rwie się do pracy apostolskiej. Pamiętał o misji zambijskiej. W liście z 14 grudnia 1964 roku z Dublina do o. Celestyna Szawana nie krył swojego zdziwienia z powodu małego zainteresowania jezuitów polskich misją w Afryce: „Jedno mi tylko z głowy wyjść nie może, albo raczej do głowy wejść nie może, jak to się dzieje, że nasi w kraju tak zupełnie opuścili nasze dzieło misyjne w Afryce. No, ale ja nie znam warunków. Więc nic więcej nie powiem, chociaż serce mnie boli, że nic w tej sprawie nie wychodzi”.

Święceń kapłańskich udzielił mu arcybiskup Dublina i prymas Irlandii John Charles McQuaid 29 lipca 1965 roku w Milltown Park. Przez całe życie utrzymywał serdeczne kontakty z Irlandią i jej mieszkańcami, którzy wspierali jego działalność misjonarską. Miał obywatelstwo irlandzkie. Po święceniach kapłańskich przybył do Polski. Było to dokładnie dwadzieścia dwa lata po wywiezieniu na roboty. 15 sierpnia 1965 roku miał Mszę św. prymicyjną w Bazylice Wniebowzięcia NMP w Starej Wsi k. Brzozowa. Kazanie prymicyjne wygłosił misjonarz ludowy o. Stanisław Mól. Mszę św. prymicyjną odprawił też w rodzinnej parafii w Szczepanowie, a jego kaznodzieją prymicyjnym był dyrektor misjonarzy ludowych o. Józef Świerczek.  Spotkał się z rodzicami, z bratem i siostrą. Jego brat skończył szkołę średnią i wstąpił do lotnictwa w polskim wojsku, ale władze nie pozwoliły mu na służbę w tej jednostce, bo wyszło na jaw, że ma brata na Zachodzie. Następna jego wizyta w Polsce miała miejsce w 1972 roku.

W 1966 roku powrócił do Zambii, która w 1964 roku w sposób pokojowy otrzymała niepodległość. Było to zasługą m.in. jego współbrata zakonnego i przełożonego na misji ks. abp Adama Kozłowieckiego, który wspierał doktora Kennetha D. Kaundę, lidera walczącej o niepodległość kraju United National Independence Party. W latach 1966-1968 o. Woda prowadził działalność duszpasterską na stacjach misyjnych w Karenda i w Mumbwa oraz w parafii w Chelston (obecnie dzielnica Lusaki). Jednocześnie uczył języka angielskiego jezuitów polskich, którzy przyjechali na misje do Zambii.

W latach 1968-1974 uczył fizyki, biologii i chemii w Niższym Seminarium Duchownym w Mpimie, leżącym na obrzeżu miasta Kabwe. Dbał o pomoce naukowe dla uczniów. W 1972 roku sprowadził z Polski dla Seminarium Duchownego w Mpimie mikroskopy, projektory, rzutniki, sprzęt fotograficzny, mapy, modele do prac z fizyki – łącznej wartości około 300 000 złotych. Swoje obowiązki nauczycielskie traktował poważnie. Robił wszystko, aby jak najlepiej przygotować podopiecznych do matury. W liście z 3 listopada 1972 roku z Mpimy do o. prowincjała Stanisława Nawrockiego pisał: „Nasi seminarzyści czekali z utęsknieniem na mnie: tak mi przynajmniej tu opowiadano; pisali na tablicach w klasach: «Pragniemy o. Wody. Kiedyż on wreszcie przyjedzie?». Gdym się o tym dowiedział, pomyślałem sobie: «dobra nasza, będzie można śrubować przy powtórce». Więc pociągam za uszy ile się da, by każdego wyśrubować, jeżeli nie na piątkę, to przynajmniej na czwórkę. Chociaż nie mam złudzeń: będzie kilku, co przepadną z kretesem z fizyki, biologii i chemii”.

W latach 1974-2001 uczył fizyki, chemii oraz biologii w Canisius College na misji w Chikuni (Chisekesi), w pobliżu miasta Monze. W Chikuni pełnił też obowiązki ekonoma szkoły (1988-2000). Tutaj też 5 listopada 1977 roku złożył ostatnie śluby zakonne. W liście z 7 grudnia 1976 roku z Chikuni do o. prowincjała Jana Popiela dziękował za wszelką pomoc duchową i materialną oraz pisał o specyfice swojej pracy nauczycielskiej: „Praca idzie dobrze – człowiek ma jej po uszy, nie można narzekać. Nauczyciel, to trochę tak, jak piesek na łańcuszku przy budzie – nie można się ruszyć, trzeba pilnować budy”. Dla jezuickiej szkoły średniej w Chikuni sprowadzał z zagranicy najnowszy sprzęt do szkolnego laboratorium, a pytającemu go o to o. Charlie Searsonowi odpowiedział: „Dla moich chłopców wszystko musi być najlepsze”. Takim był do końca. Zapominał o sobie, ale pamiętał o innych.

W 1980 roku ponownie przybył do Polski na zaproszenie o. prowincjała Eugeniusza Ożoga. W liście z 11 maja 1985 roku z Chikuni do o. socjusza Bolesława Dyduły pisał, że w Canisius Secondary School w Chikuni uczył fizyki, chemii i przyrody ogólnej, a także religii, łaciny i języka angielskiego. Zaznaczył w liście, że „młodzież zambijska chętnie garnie się do nauki i chętnie się uczy. Nie ma więc specjalnych problemów w klasie”. Poza zajęciami szkolnymi, których miał nawet 34 lekcji tygodniowo, pomagał w pracy duszpasterskiej w pobliskiej parafii w niedziele i święta. W 1985 roku sprowadził z Polski do Secondary School w Chikuni, która była szkołą z internatem i kształciła wtedy 720 chłopców zambijskich, kolejną partię aparatów i instrumentów do doświadczeń laboratoryjno-szkolnych, m.in. oscyloskop, służący do eksperymentalno-obrazowego nauczania fizyki.

W latach 2002-2004 przebywał w miejscowości Choma (60 000 mieszkańców). W tamtejszym Niższym Seminarium Duchownym pw. św. Józefa Mukasy był nauczycielem oraz tłumaczył dokumenty archiwalne. Podczas pobytu w Irlandii w 1985 roku przeszedł poważną operację. W latach 2004-2005 poddawał się leczeniu w Dublinie i w Polsce. Po powrocie do Zambii znów podjął obowiązki nauczyciela fizyki i chemii w Niższym Seminarium Duchownym pw. św. Józefa Mukasy w Choma (2005-2009).

W latach 2009-2010 przebywał na roku sabatycznym w Dublinie. Pobyt wykorzystał znowu na podreperowanie własnego zdrowia. W 2010 roku powrócił do Chikuni i ponownie w Canisius College uczył fizyki i chemii (2010-2013). W sumie w Canisius College przeżył 27 lat życia. Dzięki jego niestrudzonej pracy pedagogicznej nie tylko przekazał wiedzę z fizyki i chemii wielu Zambijczykom, ale także zaszczepił w nich zamiłowanie do tych przedmiotów. Niektórzy zawdzięczają mu początek swojej kariery naukowej.

W latach 2013-2014 przebywał rok sabatyczny w naszej rezydencji przy Gardiner Street w Dublinie. W tym czasie poddawał się także leczeniu.

Po powrocie do Zambii w 2014 roku zamieszkał w domu dla starszych jezuitów Chula House w Lusace. Mimo słabego zdrowia i podeszłego wieku nie uchylał się od pracy i pomagał w archiwum Prowincji Zambijskiej oraz modlił się za Kościół i Towarzystwo Jezusowe.

Jego wieloletnia praca misjonarska w Zambii została doceniona w Polsce. 21 lipca 2014 roku, w Muzeumk kard. Adama Kozłowieckiego SJ w Hucie Komorowskiej, odebrał statuetkę im. kard. Kozłowieckiego. Nagrodę otrzymał z rąk biskupa Edwarda Frankowskiego, prezesa Zarządu Fundacji im. kard. Adama Kozłowieckiego „Serce bez granic” i Dariusza Bździkota, dyrektora Muzeum Kard. Adama Kozłowieckiego SJ. O. Woda był dziewiątym laureatem nagrody, którą Kapituła Fundacji „Serce bez granic” przyznaje od 2011 roku osobom (zarówno świeckim jak i duchownym) zasłużonym dla misji. Statuetkę przekazał do naszego Muzeum w Starej Wsi.

Uroczystość w Hucie Komorowskiej miała szczególny charakter, ponieważ o. Woda znał patrona fundacji kard. A. Kozłowieckiego, który podczas pobytu w Rzymie zachęcił go do wyjazdu na misje do Rodezji Północnej. Wzięli w niej udział współbracia zakonni Laureata, przedstawiciele władz samorządowych, Zarządu Fundacji „Serce bez granic”, mediów oraz osoby duchowne i okoliczni mieszkańcy. Wśród zgromadzonych gości obecni byli m.in.: jezuici, którzy przyjechali z Krakowa: o. Stanisław Cieślak i o. Jakub Rostworowski, misjonarz, który od 1990 roku pracuje na misji w Zambii.

 

Wręczenie-Statuetki-Ks.-Woda1 (1)

 

W okolicznościowym przemówieniu o. Woda podkreślił, że „każda praca, nie tylko praca misjonarza, to służba. Służba na rzecz drugiego człowieka”. Wyznał, że wahał się z podjęciem decyzji o przyjęciu statuetki. Uznał jednak, że powinien przyjąć wyróżnienie ze względu na osobę kard. A. Kozłowieckiego. Powiedział, że „nie żałuje decyzji o wyjeździe na misje i – mając 88 lat – za kilka dni powróci do Zambii, aby kontynuować pracę nauczyciela w katolickiej szkole na terenie jednej z misji”. Wprowadzeniem do uroczystości wręczenia Statuetki „Serce bez granic” była Msza św., odprawiona w niedzielę 20 lipca w kościele parafialnym w Hucie Komorowskiej, którą koncelebrował bp E. Frankowski oraz o. Woda.

Jako zapalony radioamator i krótkofalowiec utrzymywał kontakty z jezuitami i przyjaciółmi z całego świata. Jego aktywność na tym polu wzbudziła zainteresowanie odpowiednich służb Zambii. Po przesłuchaniu, służby były usatysfakcjonowane, że jego hobby jest całkiem niewinne i nie stanowi zagrożenia dla bezpieczeństwa kraju. Od amatorskiego radia przeszedł potem do komputerów, które pozostały jego pasją aż do śmierci.

Śp. o. F. Woda wywodził się z Prowincji Małopolskiej Towarzystwa Jezusowego, a od 8 września 1971 roku należał do Prowincji Zambijskiej. Otrzymywał z Polski katalogi polskich prowincji i był żywo zainteresowany sprawami Prowincji Polski Południowej. Z zaciekawieniem czytał wychodzące od 1984 roku w Krakowie „Nasze Sprawy”.

Misja jezuitów polskich w Zambii, której początki sięgają 1912 roku, straciła w śp. o. Wodzie zasłużonego pracownika. Pochowano go na cmentarzu w Kasisi, obok spoczywających tam wielu polskich jezuitów, którzy wielkodusznie poświęcili się w służbie wiary i sprawiedliwości w Zambii.

Stanisław Cieślak SJ